Opinie o tym, że w wielkiej Ameryce wszystko jest wielkie okazuje się wcale nieprzesadzona. Mamy tu wielkie samochody, wielkie wysokie łóżka (trzeba się wdrapywać), wielkie stoły, krzesła i gigantyczne opakowania (torba precli wygląda jak opakowanie karmy dla psa).
Świetnie się składa, bo jesteśmy tu wielką ekipą i mamy wielki apetyt.
Pobudka o 5:00 – przynajmniej do czasu przestawienia zegara biologicznego. Dzięki temu mamy długi dzień i sporo czasu na atrakcje.
Wtorek zaplanowany był na surfing i plażing. O ile w plażingu mamy wprawę, o tyle surfing okazał się wyzwaniem. Wszystko to, co widzicie na filmach to bujda na kółkach. Po pierwsze dementujemy, że wbieganie do oceanu z deską pod pachą i efektowne rzucenie się na fale oceanu jest w ogóle możliwe. W rzeczywistości deskę taszczy się do wody, zmagając się z falami. Po drugie samo pływanie na desce może nie jest wielkim wyczynem, ale płynięcie w określonym kierunku już tak ponieważ każda fala niweczy kilka wypracowanych metrów.
Jak już pokonamy pierwsze niedogodności należy odwrócić deskę w kierunku brzegu, poczekać na dobrą falę i próbować stanąć.
Tyle z teorii. Praktyka pozbawiła nas złudzeń, że jest to sport lekki, przyjemny i bezpieczny. Fala zamiata cię pod wodę, kotłuje jak w pralce i fajnie jeśli przy tym deska (własna lub cudza) nie przyprawi ci sińca albo nie pozbawi cię zębów. Dodatkową atrakcją jest spore zasolenie wody. Woda szczypie w oczy, drażni gardło i śluzówki.
Zaprezentujemy jednak tylko nasze sukcesy – prawie jak na filmach
Kiedy już wygrzaliśmy gnaty na słońcu i trochę odsapnęliśmy to uzupełniliśmy kalorie o fish and chips.
Na koniec dnia udaliśmy się na bezpieczne wody basenu Iwony, gdzie na wygodnych leżakach większość z nas padła jak muchy.










Pięknie ! Całuski dla wszystkich zwłaszcza dla odważnych surferek !!!
Dla fotografa również
Super relacja. Oby tak dalej. Dobrej zabawy.
A rekinów nie było ??
rekiny nami wzgardziły
Bosko! Chwilo trwaj