Trail of 100 Giants

mapa2

W środę 12 lipca dojechaliśmy do Trail of 100 Giants, czyli leśnej trasy wokół gigantycznych sekwoi.
Żeby opisać Wam jak niezwykłe są to drzewa muszę troszkę zapożyczyć treści z innych blogów (ale zdjęcia mamy własne :P )

Sekwoje są bardzo odporne – związki chemiczne zawarte w drewnie i korze drzewa uodparniają je na insekty i grzyby, a gruba kora izoluje od większych szkód spowodowanych pożarem. W rzeczywistości drzewa te giną najczęściej od… powalenia. Ich system korzeniowy jest dość płytki, więc jego uszkodzenie w połączeniu ze zbyt wilgotnym podłożem i silnym wiatrem może doprowadzić do upadku takiego kolosa.
W normalnym lesie pożar to tragedia, ale dla sekwoi ogień jest… pożyteczny. Szyszki mamutowców z zamkniętymi łuskami mogą wisieć na drzewie wiele lat. Część z nich otwierają wiewiórki i pozwalają wypaść nielicznym nasionom, ale jest to znikomy procent. Dopiero ciepło pożaru powoduje, że szyszki osuszają się, otwierają i nasiona spadają na ziemię. Same sekwoje są na ogień odporne, więc nic groźnego im się nie dzieje, natomiast okoliczne niższe drzewa i krzewy po spaleniu i przysypaniu nasion są dla nich świetnym nawozem.
Gdy jednak nie ma w lesie pożaru przez zbyt długi czas, sekwoja, dzięki żywicy skupiającej promienie słoneczne, potrafi dokonać częściowego samospalenia – czasem nadpalając jedynie korę, a czasem wypalając potężną część podstawy drzewa. Ogień daje życie.

giants

giants1

giants2

giants3

giants4

giants5

giants6

giants7

giants8

giants9

giants9_

Przeszliśmy trasę, zjedliśmy trochę naszego prowiantu i ruszyliśmy w poszukiwaniu noclegu w pobliżu. Kolejny dzień mieliśmy zaplanowany w okolicy.
Na kemping w Lemon Cove dotarliśmy po zachodzie słońca (co od tej pory było już naszym zwyczajem). Biuro zamknięte, ale właściciel zostawił instrukcje na zasadzie: rozgość się, zachowaj porządek, tu masz kopertę i formularz, uzupełnij dane, zapłać i wrzuć wszystko do skrzynki. Baw się dobrze. W czasie, gdy to czytałam na moje życie dybała czarna wdowa, zjeżdżając prosto na moją głowę. Czarna wdowa czyli pająk, którego jad jest 15x silniejszy od jadu grzechotnika (szczęśliwie aplikowany w tak małej dawce, że nie grozi śmiercią, jedynie bólem brzucha i złym samopoczuciem przez kilka dni). Marcin uratował mi życie :)
Kemping był bardzo ładny, czyściutkie klimatyzowane toalety i prysznice (wejście na kod), basen, pralnia i… karaluchy :) Wiecie – takie amerykańskie w rozmiarze XXL.
No bez przesady. Karaluchy nie gryzą, więc Wasze obrzydzenie nie jest potrzebne. W Ameryce można spotkać o wiele gorsze stworzenia. Wierzcie lub nie, ale o tej godzinie w tak pięknych okolicznościach przyrody karaluchy nie zrobiły na nas najmniejszego wrażenia. Rano nie było zresztą po nich ani śladu, bo upał znowu był okrutny.
Wymyliśmy się dokładnie, popływaliśmy w basenie i w drogę.

lemoncamp

lemoncamp1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>